piątek, 6 lutego 2015

Fuerte 2015.

Udało mi się zmontować film z wyjazdu na Fuerteventurę, a nie było łatwo.

Już w pierwszy dzień, praktycznie na pierwszej fali złamałem mocowanie do kasku
kamerki Go Pro. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero jak wyszedłem na brzeg.
Pękł jeden z elementów i kamera trzymała się tylko na jednym zaczepie,
cały czas filmując opadnięta w dół.

Zmuszony byłem korzystać z mocowania na rękę, ale wtedy kamera znajduje się
zbyt blisko wody i cały czas jest zachlapywana.
Przez to większość ujęć najbardziej kozackich fal nie nadawała się kompletnie do
wykorzystania w filmie.
Jakby tego było mało, w ostatni dzień złamałem i to drugie mocowanie...

Na szczęście fale dopisały wyśmienicie i zaliczyłem kilka pięknych sesji.
Szczególnie ostatnie dwa dni były przepotężne.
Według prognozy fala miała mieć 2,5m z okresem 17s.
No, no 2,5m to chyba miały te najmniejsze z setu.
Śmiało mogę powiedzieć, że największe miały ponad 3m.
Na pewno były to największe i najpotężniejsze fale,
na jakich do tej pory surfowałem.
A muszę przyznać, że nawet dawałem radę :)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza