poniedziałek, 2 grudnia 2013

Big Boom

Oj działo się wczoraj, działo.

Prognoza nie nawaliła. Nie był to prawdopodobnie wymarzony warun dla surfera, bo fale nie były równe, do tego mocno wiało. Można pokusić się o stwierdzenie, że bliżej było do wiatrowej mielonki niż swellowego pływanka. Chłopaki na krótkich deskach bardziej się męczyli niż zażywali radości z tych fal, bo jeżeli już coś łapali, to dla nich jazda była krótka. Nie dziwię się też, że w przeciągu całego mojego dwugodzinnego pływania, przewinęły się trzy ekipy i po krótkim czasie, zwijały się w poszukiwaniu lepszych dla nich warunków.

Jeżeli chodzi o mnie... to już zupełnie inna sprawa.

Jak pisałem wcześniej fale były bardzo nierówne, ale za to miały konkretną moc. Waliły się z hukiem, a już po załamaniu przechodziły w drugą sekcję, która zbierała się i ponownie waliła kilkadziesiąt metrów dalej, a po ponownym załamaniu, fala ciągnęła do samego brzegu, już za drugim rzędem palików. Właśnie ta nieregularność i moc dawały sporą porcję zajawki, a leżąc na brzuchu, odczuwa się turbulencje i zawirowania fali dwa razy mocniej, gdy rzuca tobą w prawo i lewo, a piana leci do oczu. No i do tego trzeba było wykazać się dobrym skillem, bo jak wystartowałeś za wcześnie, to nie udawało się złapać fali, no a skutki "too lejta" widać na początku filmu :)

Dla mnie osobiście wypas. Zdecydowanie jedna z najlepszych sesji w tym sezonie. Kilka dobrych, półminutowych przejażdżek do samego brzegu no i dwa konkretne wipeouty, po których nie wiesz gdzie góra a gdzie dół.
I o to chodzi - musi się dziać!!!


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza